piątek, 18 maja 2012

Od jakiegoś czasu z pewną taką nieśmiałą nadzieją patrzyłam w przyszłość akademicką. Wyglądało, jakby się różowiło. Ale horyzonty naukowe zasnuły ciemne chmury, które wiszą i kiszą się, blokując dostęp światła. Niedobrze.

A poza tym zobaczyłam dziś to i pomyślałam sobie, że akademia wszystko musi zepsuć.

E, taki średni dziś dzień, jeśli miałabym być szczera...

23:36, myopic_as_mole
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 15 maja 2012

Czyli zawieszenie funkcji mózgowych. Innymi słowy, przerwa. Na zebranie się, powrót do żywych i szczuplejszych. Bo na razie rozwał i rozmemeł niemożebny.

A tak poza tym, to dowiedziałam się dziś, że wspaniały pan prezes już wykończył moją następczynię i już kolejna ofiara musi się z nim użerać. Może powinnam sobie gratulować cierpliwości, skoro tak długo udało mi się wytrzymać?

23:47, myopic_as_mole
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 maja 2012

Konferencja się zakończyła, wróciłam, ale wciąż jeszcze nie odespałam. Poprawiałam papier do absolutnie ostatnego momentu, jednak z pewnością efektu końcowego nie nazwałabym rewelacyjnym. Ot, papier. Ani dobry, ani zupełnie do niczego.

Za to przypomiała mi się moja pierwsza konferencja trzy lata temu: było to potwornie stresujące wydarzenie, wręcz traumatyczne. Trzęsły mi się ręce, głos zamierał, miałam wrażenie, że zaraz wszyscy zaczną się ze mnie śmiać i powiedzą mi wprost, że się nie nadaję.

W tym roku było zupełnie inaczej; wczoraj zdałam sobie sprawę, jak długą drogę w istocie przeszłam: raczej się nie stresowałam, nie miałam problemów z artykulacją, wydawało mi się, że wiem, co i jak mówię. Ba, jedna (nieznana mi wcześniej) pani doktor wyznała, że zazdrości mi pewności siebie w trakcie występowania... Hahaha, pewności siebie, dobre sobie. Tak czy owak, udało mi się wygłosić papier bez skandalu i spójnie odpowiedzieć na pytania, a nawet rozbawić publiczność ze dwa razy (oczywiście świadomie). Prawdę powiadają starzy górale: fkońcu ceba sie wyrobić, hej!

To się chyba już wyrobiłam, hej!

00:11, myopic_as_mole
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 08 maja 2012

No to sobie zrobiłam dobrze! Tak mi się miło i przyjemnie pisało, cytowało i porównywało, że wyprodukowałam ilość tekstu, która wystarczyłaby na dwa papiery konferencyjne. I nie jest to żadna przesada; na dwudziestominutowy wydukany referat potrzebuję około dwóch i pół tysiąca słów. A mam, niechże spojrzę na licznik, pięć i pół tysiąca. I co teraz? Teraz nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć po siekierę i odrąbywać po kawałku.

Gdzie jest sens w niszczeniu połowy tego, co w takim znoju stworzyłam?

Gdzie jest sens w ogóle?

23:29, myopic_as_mole
Link Komentarze (1) »
piątek, 04 maja 2012

Dziś przy zmywaniu słuchałam sobie LP3. Słuchu-słuchu, myju-myju, aż tu nagle w słuchawkach pojawia się grupa Cree i piosenka, która, jak się okazuje, nie ma tytułu Heniu, Heniu, tylko Wszystkie winy.

Gąbka się pieni, woda chlupocze, a wokalista Cree apeluje... „Nie zginaj kolan, po prostu idź...”

 

Dobrze, że nie zabronił zginać łokci, bo w życiu bym nie włożyła okularów...



23:02, myopic_as_mole , się rży
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 maja 2012

W związku z tym, że specjalnie zrobiłam sobie cały tydzień wolny od zajęć nauczycielskich, żeby zająć się wreszcie zaległościami w pisaniu i wyprodukować papier konferencyjny, obejrzałam dziś ciurkiem cały sezon Homeland. I targają mną obecnie sprzeczne uczucia: z jednej strony poczucie winy z powodu zmarnowania całego dnia, a z drugiej -- emocja, którą najlepiej opisuje spolszczony anglicyzm łał. Ponadto dopadł mnie komputerowy ból głowy, jeśli kogoś to interesuje.

Anyway, w tym tygodniu przewiduje się wyłącznie notki-zapchajdziury, bo praca wre (przynajmniej teoretycznie). Przepraszamy za niedogodności.

23:11, myopic_as_mole
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 kwietnia 2012

Wielokrotnie mendziłam o tym, jaka to się czuję stara itp. Co stoi w bezpośredniej sprzeczności z moim wyglądem. Nie dalej jak przedwczoraj po raz kolejny zostałam wzięta za osobę dużo młodszą. Kiedy wychodziłam z pokoju wykładowców, matka jednego ze studentów zapytała mnie, gdzie jest sekretariat innego instytutu. Powiedziałam, że akurat idę w tym kierunku, więc mogę ją zaprowadzić. Pani uprzejmie podziękowała.

– Pani też na pierwszym roku? – zapytała po chwili.

– Nie, proszę pani. Ja tu uczę.

– Nigdy bym się nie domyśliła!

I takie sytuacje często mi się zdarzają. Matka studenta stwierdziła, że ona by się z tego cieszyła. Może i tak, a może ją też zaczęłoby to irytować. Tak czy owak, moim sekretem jest, jak mi się wydaje, tłuszcz. Własny. Jego nadmiar rozmywa mi rysy twarzy i wypycha od środka zmarszczki, więc wciąż mam pucołowatą dziecięcą gębę. Co ma swoje plusy i minusy, prawda.

***

Moja promotorka (której, po tym, czego dowiedziałam się o innych promotorach, powinnam codziennie wylizywać buty) ma coś wspólnego z doktorem Housem. A mianowicie nazwisko, które jest również rzeczownikiem pospolitym. Oczywiście, nie napiszę tu, jakim. Na potrzeby tej notki uznajmy, że nazywa się, powiedzmy, Kabanos.

Ostatnio moi studenci opowiadali, jak trudny był przedmiot, który wykłada prof. Kabanos.

– Szanowni państwo, prof. Kabanos jest moją promotorką, nie mogę o niej złego słowa powiedzieć – ostrzegłam.

Na co jeden ze sprytnych studentów wypalił:

– O prof. Kabanos nie, ale może o prof. Pasztetowej albo prof. Parówce?

***

Poniedziałek rano.

– Proszę państwa, jaki wspaniały dziś dzień, nieprawdaż? No to wyciągamy karteczki.

Blady strach odmalował się na obliczach młodzieży. Pal sześć, że prowadzę taki przedmiot, że nie ma za bardzo z czego zrobić niezapowiedzianego kolosa. Strach przed nagłym jest chyba wrodzony.

– Proszę się nie denerwować, chcę tylko przeprowadzić pewien eksperyment.

I kazałam napisać im wyrażenie, które było zagadką ortograficzną w poprzedniej notce. I obiecałam, że postawię piątkę osobie, która napisze je bez błędu.

Nie było ani jednej piątki.

Przy okazji, prawidłowa odpowiedź to Bożeż Ty mój! [proszę sobie podświetlić ten tekst, żeby ją zobaczyć; nie będę spojlerować, bo może ktoś to czyta od góry i pozna odpowiedź zanim zobaczy zagadkę]

Praca na uczelni: plusy dodatnie i ujemne, nie mówiąc już o minusach [dioptrie]!

23:40, myopic_as_mole , się rży
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 24 kwietnia 2012

Zadałam ją niemal trzydziestu osobom, włączając w to studentów i wykładowców. Nikt nie wiedział. Oto ona:

Pani Stanisława z Klanu ma/miała swoje ulubione powiedzonko, które brzmiało prawie tak:

________ Ty mój!

Prawie, bo brakuje w nim pierwszego słowa. Proszę je poprawnie napisać.

Tylko tyle i aż tyle.

Nikt nie napisał poprawnie.

Ktoś ma ochotę spróbować? I dare you!

23:05, myopic_as_mole
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 kwietnia 2012

Polityka mnie bardzo średnio bawi, staram się tępić wszelkie jej objawy w moim życiu. Ale mam oczywiście swoje zdanie na ten temat i nie zawaham się go użyć, jeśli pojawi się taka potrzeba.

Potrzeba się co prawda nie pojawiła, ale przeczytałam wczoraj artykuł, który bardzo mnie rozbawił. W wywiadzie-rzece (zatytułowanym swoją drogą „Koniec PiS-u”, więc automatycznie dla mnie ciekawym) Michał Kamiński zwierza się Andrzejowi Morozowskiemu z różnych tam okołopisowskich tajemnic. Opowiada na przykład:

Ja prawie zawsze potrafiłem go [Jarosława] wyczuć, ale jednak liczba głąbów we władzach PiS jest dość imponująca, w związku z tym oni nic nie rozumieli i mówili, co im ślina na język przyniesie. A prezes patrzył i zapamiętywał.

Oczywiście mamy przez to rozumieć, że Michał Kamiński absolutnie do owych głąbów nie należy. I rzeczywiście, nie ma żadnych dowodów, że jest inaczej. To znaczy nie ma przez kilka następnych akapitów, aż do…

[Opisuje jak zaczęła się jego znajomość z Lechem Kaczyńskim, jak trafił do Pałacu Prezydenckiego i co tam zastał]: - Otwieram drzwi mojego gabinetu. A tu wąska, licząca sobie 3,5 metra długości klitka, gdzie stoi skromne biureczko, jest szafa i telefon. Nawet nie ma komputera! Wiedziałem, że tutaj nie będzie luksusów, ale taki gabinet, zwłaszcza że przeniosłem się z Brukseli, to była - krótko mówiąc - załamka. Ale przecież nie podejdę do prezydenta i nie powiem mu: "Leszku, dostałem fatalny gabinet". Podczas spotkania z prezydentem siedziałem cicho. Po spotkaniu ktoś mi powiedział, że mam już przyznaną tymczasową sekretarkę, bardzo miłą panią. Patrzę, a ona siedzi za moim biurkiem. Pytam więc, gdzie ja będę siedzieć? A ona: "Pan minister będzie siedział w gabinecie". Za drzwiami, których nie zauważyłem, był bardzo ładny, duży gabinet, który był zwyczajowo gabinetem szefów Kancelarii na Krakowskim.

Wystawcie sobie, obywatele: obyty w świecie (Bruksela) Michał Kamiński wchodzi do niewielkiego pomieszczenia (czy-i-puł-metra), który ma być jego gabinetem. I co widzi? Biureczko, szafeczkę i telefonik jako całość wyposażenia maleńkiej kliteczki. Wstrząśnięty wychodzi, zapewne mamrocząc pod nosem, że to pewnie układ mu ukradł metraż i komputer. Może ja jestem jakimś specyficznym człowiekiem, ale jak wchodzę do pokoju, który ma być mój, to się… no nie bójmy się tego słowa…, rozglądam. Gdzie powiesić kalendarz, czy się kwiatek zmieści na parapecie, czy jest kącik na kubek i czajnik. Myślę, że nie przeoczyłabym drzwi prowadzących do właściwego gabinetu (no chyba, że byłyby ukryte za szafą albo pod dywanem). Panie Kamiński, przygania środek kapusty głąbom!

Tak czy owak, wywiad obfituje w kwiatki, które doprawdy porażają.

[O Antonim Macierewiczu:-] To jest zbyt inteligentny facet, żeby sam wierzył w te wszystkie brednie, które opowiada. Czasem wydaje mi się, że on po prostu to sobie starannie zaplanował, taką swoją rolę w polityce, bo jest elektorat, który takiego wymyślonego przez niego polityka potrzebuje. Ma niezwykle dobre mniemanie o sobie.

[…]

[O Zbigniewie Ziobrze: -] Całkowicie przypadkowa, wielka kariera polityczna. Myślę, że taki szybki awans przewrócił mu w głowie. Poznałem go u progu jego kariery, był wtedy lepszym człowiekiem niż jest teraz. Lepiej by było dla niego, gdyby wolniej wspinał się po szczeblach kariery politycznej i gdyby sam nie uwierzył w to, że jest chodzącą ikoną PiS. On kompletnie nie ma charyzmy. Jego charyzma była sztuczna. On świecił światłem odbitym od Lecha i Jarosława. Ma bardzo wysokie mniemanie o sobie. Wydaje się, że wierzy, iż będzie kiedyś królem Polski.

Rany, chyba sobie tę książkę kupię… I będę trzymać w wiadomych celach w łazience...

22:42, myopic_as_mole , się czyta
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Podobno moda lubi się powtarzać co dwadzieścia lat. I to by się zgadzało. Łaziłam dziś chwilę w okolicach sklepów odzieżowych (fuj!) i zauważyłam w którymś spódnice dżinsowe z kwiatowymi aplikacjami, które były w modzie, kiedy ja byłam w przedszkolu. Rzeczywiście, dwadzieścia lat temu.

Nie mogę się już doczekać powrotu wielkich plastikowych smoczków, które wieszało się na szyi...

Tagi: moda
23:55, myopic_as_mole
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
Tagi